Recenzja: Amazon Kindle 4 Classic

Kindle_4_Classic_Test_recenzja-01

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że jesteśmy w przededniu wielkiej premiery kolejnej generacji czytników Amazona. Amerykański potentat rynku e-booków pokaże nowe modele Kindle’a, po które bez wątpienia szybko sięgną najwięksi fani. Schodzący na dalszy plan Kindle czwartej generacji wciąż jednak pozostaje czytnikiem godnym uwagi i śmiem twierdzić, że jeszcze długo ten stan rzeczy się nie zmieni, o ile Amazon nie wycofa tego modelu całkowicie ze sprzedaży. Najwyższy czas podsumować moje ponad pół roku z czytnikiem, który według mnie jest jednym z najlepszych wyborów dla czytelnika e-booków.

Czwarta generacja e-readerów Amazonu została zaprezentowana rok temu – we wrześniu 2011 roku. Podstawowy model to właśnie Kindle (jako taki widnieje w ofercie sklepu), nieoficjalnie, dla rozróżnienia, nazywany także Classic. Jest to najprostszy model w portfolio Amazonu, a przy tym najtańszy. Co więcej, jest to także jeden z bardziej przystępnych cenowo czytników e-booków w ogóle. Jego promocyjna cena w Stanach Zjednoczonych wynosi 79 USD – w tej wersji wyświetlane są reklamy (na wygaszaczu i na stronie głównej menu, ale nie w książkach). Promocyjny Kindle nie jest oficjalnie sprzedawany poza USA, więc Polacy zmuszeni są kupić wersję za 109 USD. Wraz z opłatami za przesyłkę i VAT-em naliczanym przez Amazon wychodzi 159 USD, czyli około 530 zł. Ta kwota nie jest już może aż tak atrakcyjna, bo e-czytniki innych firm kosztują tyle samo, a niekiedy nawet trochę mniej. Wciąż jednak warto ją rozważyć.

Mój egzemplarz Kindle’a kosztował mnie około 450 zł z przesyłką. Oferty tego typu bez problemu znajdziecie na Allegro, ale trzeba od razu przestrzec – są to wersje z reklamami, przeznaczone tylko na rynek Stanów Zjednoczonych. Kupując swój czytnik, nie wiedziałem tego, ponieważ sprzedawcy – często solidnie wyglądające firmy – nie zawsze informują o tym, zapewniając tylko, że wszystkie opłaty celne i VAT zostały uiszczone, a klient może liczyć na gwarancję. Później okazuje się, że gwarancję trzeba realizować poprzez tę firmę w Stanach Zjednoczonych, no i co dzień będą nas nękać reklamy Amazonu.

AKTUALIZACJA

6 września 2012 miała miejsce premiera czytników Kindle nowej generacji. Kindle 5 Classic jest identyczny jak Kindle 4 Classic (zmienił się kolor obudowy, urządzenie jest też  szersze o 0,5 mm, ale krótsze 0,25 mm ), a jego międzynarodowa cena wynosi 89 USD, więc z przesyłką do Polski kosztuje 135 USD, czyli ok 445 zł.

Kindle 4 zostanie zastąpiony przez Kindle 5, chociaż „czwórkę ” wciąż można kupić w Amazon USA i Amazon UK.

 

Czytnik w wersji „tylko dla USA” oczywiście bez problemu działa w Polsce. Można go zarejestrować na stronie Amazon.com i korzystać z pełni usług księgarni. Reklamy będą jednak denerwować, tym bardziej że są lokalizowane dla Stanów Zjednoczonych. Jest na to oczywiście sposób, reklam można pozbyć się odpalając jeden prosty skrypt, do znalezienia na forum.eksiazki.com. Kwestię tego, czy to legalne i moralne, pozostawiam do rozstrzygnięcia zainteresowanym. Ja w każdym razie nie wahałem się ani chwili i reklam się pozbyłem.

Do czego służy Kindle 4 Classic?

Producenci e-czytników prześcigają się w dodawaniu nowych funkcji do swoich urządzeń – są to również czytniki audiobooków i odtwarzacze muzyczne, przeglądarki zdjęć, nierzadko w menu znajdziemy nawet różne programy i gry. Takie dodatki mogą okazać się przydatne, ale raczej w tabletach czy też czytnikach z ekranami LCD (czyli de facto – też tabletach). Natomiast stosowanie ich w e-readerach z ekranem E Ink – czyli w urządzeniach takich jak Kindle – nie ma większego sensu, osobiście uważam je za całkowicie zbędne. Ekran E Ink ma swoje konkretne przeznaczenie i jest nim czytanie tekstu. Wszystkie inne treści, w tym audiobooki, lepiej pochłaniać na smartfonie lub tablecie. Tam na pewno się bardziej sprawdzą. Jeżeli więc szukasz urządzenia uniwersalnego, czytnik Kindle nie jest dla ciebie. Kup sobie tablet.

Trudno też polecać Kindle 4 osobom, dla których tekst ma znaczenie drugorzędne, ale potrzebne im urządzenie do wyświetlania PDF-ów czy JPG-ów, które przedstawiają rysunki techniczne, projekty graficzne, schematy, skany itd. Nie, do takich zastosowań Kindle się nie nadaje – bo obrazki będą wyglądały na nim źle, a niektóre dokumenty będą nieczytelne.

Podsumowując więc – Amazon Kindle 4 to sprzęt, który sprawdzi się do czytania dużych ilości tekstu. Do innych zastosowań wystarczy smartfon, a jeżeli nie to lepszym wyborem będzie tablet.

Dlaczego Kindle, a nie jakiś czytnik z LCD?

Mimo tego, że Kindle ma szereg ograniczeń i jest urządzeniem wręcz banalnie prostym, łatwo wskazać jego dużą przewagę nad najlepszymi nawet tabletami (z iPadem włącznie) oraz czytnikami LCD (które do e-czytników nie powinny być raczej zaliczane, bo jak wspomniałem wyżej, to też są tablety, tylko że uproszczone). Chodzi oczywiście o ekran E Ink, który jest najważniejszym wyróżnikiem „prawdziwego czytnika” e-booków. E Ink, nazywany także „papierem elektronicznym”, ma trzy podstawowe zalety – po pierwsze nie powoduje refleksów światła i nie potrzebuje wewnętrznego podświetlenia, co oznacza, że można z niego korzystać na słońcu. To niezwykle ważna cecha papieru elektronicznego – tablety nie nadają się kompletnie do czytania poza pomieszczeniami: na ławce w parku czy na plaży, bywa, że trudno na nich się czyta w autobusie czy pociągu (jeżeli jest za jasno). Kindle nie ma z tym problemu, po prostu bliżej mu pod tym względem do papierowej książki.

Inną zaletą ekranu E Ink jest to, że nie męczy się wzrok. Podświetlany ekran LCD po paru godzinach lektury niekorzystnie wpływa na oczy. Wyświetlacz Kindla jest jak papier i nie powoduje tak niemiłych efektów ubocznych. Zdarza mi się korzystać z aplikacji Kindle na tablecie lub smartfonie. Czynię to jednak niechętnie. O ile przeglądanie niezbyt długich aktualności na pełnych zdjęć stronach internetowych nie wiąże się z takim dyskomfortem, to zderzeniem z wielostronicowym, czystym tekstem „czarno na białym” na tablecie jest niezbyt przyjemne.

Trzecią zaletą takiego ekranu jest niewielkie zużycie energii. Papier E Ink pobiera prąd tylko podczas zmiany strony, czyli jej elektronicznego „drukowania”. Energia nie jest za to pochłaniana do wyświetlania treści. Dlatego też obiecywany przez producenta czas pracy do miesiąca jest możliwy, chociaż bardziej realne czasy to tydzień do dwóch tygodni (jeżeli intensywnie korzystamy z czytnika).

Wykorzystany w Kindle 4 typ ekranu to E Ink Perl, czyli następca słabszego jakościowo E Ink Vizplex. Od jakiegoś czasu mówi się o nowych typach papieru elektronicznego, jednak rozwiązanie zastosowane w Kindle 4 wciąż należy uznać za optymalne.

Ekran w Classicu nie jest dotykowy, co ma swoje dobre i złe strony. Złe, bo nie można przewijać stron muśnięciem wyświetlacza, a taki sposób może się bardziej kojarzyć z papierowymi książkami. Dobre, bo jednocześnie dotknięciem palcem ekranu nie powoduje niechcianych reakcji, ja często czytam w ten sposób, że kciuk lub palec wskazujący częściowo spoczywa na powierzchni wyświetlacza.

Z czytaniem na Kindlu wiążą się jeszcze inne niewygody. Po pierwsze, tak jak zwykły papier, E Ink potrzebuje zewnętrznego oświetlenia. Sprawia to, że do czytania w nocy potrzebna będzie lampka. Po drugie – E Ink w Kindle 4 operuje tylko 16 odcieniami szarości. To, w połączeniu z rozdzielczością 600 x 800 pikseli, przekątną 6 cali i gęstością 167 ppi, sprawia, że w czytniku Amazona słabo prezentują się ilustracje. Nie chodzi tylko o zdjęcia czy rysunki w książkach – teoretycznie na Kindlu można prenumerować i czytać kolorowe magazyny, jednak w tym przypadku zdecydowanie lepiej skorzystać już z aplikacji Kindle na tablecie (ja czytam na iPadzie).

Więcej o E Ink pisałem tu:
Papier elektroniczny E Ink – o wadach i zaletach słów kilka

Wygląd i obsługa

Kindle waży 170 gramów, a jego wymiary to 166 x 114 x 8,7 mm. Jest więc urządzeniem, relatywnie rzecz biorąc, płaskim i lekkim. Najlżejsze tablety ważą około 350 gramów, z kolei wiele smartfonów spokojnie osiąga ciężar 160-180 gramów. Na tym tle widać, że Kindle nie jest wcale ciężki. Czytnik bez większych problemów można włożyć do bocznej kieszeni spodni lub do kieszeni kurtki. Umieszczony tam nie będzie zanadto przeszkadzał. To kolejny atut Classica – jest to jeden z najbardziej poręcznych e-readerów. Konkurencyjne urządzenia nierzadko dorównują rozmiarami i ciężarem 7-calowym tabletom, co sprawia, że do ich przenoszenia trzeba już wykorzystać torbę lub plecak, a do tego trzymanie takiego sprzętu jedną ręką nie zawsze jest komfortowe. Kindle 4 jest tak lekki, że bez zmęczenia można go trzymać dwoma palcami między kciukiem a palcem wskazującym.

Do przewijania stron służą duże przyciski umieszczone na krawędziach obudowy. Większy klawisz powoduje skok o stronę w przód, mniejszy – cofnięcie. Takie pary klawiszy znajdują się po dwóch stronach czytnika – z prawej i lewej strony, a więc można się nim wygodnie posługiwać obydwoma rękami.

Pod ekranem umieszczono duży pięciokierunkowy d-pad oraz cztery mniejsze przyciski: cofnięcie, klawiatura, menu i Home. Ich obsługa nie powinna nikomu sprawiać problemów, jest intuicyjna.

 

D-pad służy także do zaznaczania fragmentu tekstów, jest też pomocny podczas tworzenia notatek. Jest niezbędny podczas pisania na klawiaturze – tu uwidacznia się jedna z wad ekranu niedotykowego. By wpisać jakiś tekst, trzeba skakać od literki do literki, zatwierdzając ją za każdym razem środkowym przyciskiem d-pada. Nie jest to wygodne, szybsze byłoby bezpośrednie stukanie po ekranie… lub wprowadzanie znaków za pomocą sprzętowej klawiatury. Jednak w praktyce z klawiatury korzysta się niezbyt często, bo właściwie nie ma za bardzo do czego (chyba, że ktoś się uprze na używanie przeglądarki WWW, o czym dalej).
Na dolnej krawędzi znajdziemy trzy detale – port microUSB do ładowania czytnika i wymiany plików z komputerem, klawisz uśpienia urządzenia oraz diodę, która świeci się podczas ładowania.Jak widać, Kindle 4 nie powinien nikomu sprawić problemu z obsługą.To zaledwie kilka guziczków, które można bez czytania instrukcji rozpracować w 3 minuty.Czy Kindle Classic jest ładny? Chyba nie za bardzo – jest zwykły. Nie przyciąga wzroku odważnym designem, jego przyciski przypominają trochę kalkulatory sprzed 20 lat, grafitowy kolor obudowy nie zachwyca tak, jak modna biel innych czytników. Po przyłożeniu do smartfonu, Kindle wygląda jak jakiś dziwny przyrząd z czasów naszych dziadków. To wszystko jednak nie ma znaczenia. Ergonomia Kindla jest bez zarzutu, podczas czytania nie zwraca się uwagi na jego wygląd i to wszystko na ten temat.Jeszcze kilka słów o wytrzymałości Kindle’a na uszkodzenia. Warto dbać o swoje czytniki. U mnie po pół roku pojawiła się brzydka rysa na ekranie (nie przeszkadza na szczęście w czytaniu), mam też kilka drobnych „dziobnięć” na przednim panelu. Ale też muszę przyznać, że nie oszczędzałem jakoś bardzo Kindle’a, zazwyczaj „latał” w plecaku ze szpargałami lub przewracał się gdzieś po stole.

Jak i co czytać?

Najpopularniejszym formatem e-booków jest EPUB. Kindle go nie obsługuje. Ta informacja początkowo bardzo mnie zniechęciła do produktu Amazonu, bo od dawna tworzyłem sobie bibliotekę e-książek właśnie w formacie EPUB. Jedyne wspierane formaty to AZW (własny format Amazona), TXT, PDF, MOBI bez DRM i PRC, a także pliki graficzne po spakowaniu do archiwum ZIP. I to wszystko.  Słabo, co? Oczywiście można zastosować konwersję w programie Calibre, co nie jest bardzo kłopotliwe, ale też nie zawsze ma się komputer pod ręką. Tu na szczęście częściowo z pomocą przychodzi nam Amazon, oferując automatyczną konwersję na swoich serwerach. W tym celu użytkownik otrzymuje własny adres w domenie @kindle.com. Po wysłaniu do niego e-maila z e-bookiem w załączniku dokonywana jest konwersja z formatów HTML, DOC, DOCX, JPEG, GIF, PNG, BMP. A gdzie EPUB? Niestety, nie ma, więc, tak czy inaczej, trzeba będzie się przeprosić z Calibre.

A jak ja poradziłem sobie z tym problemem? Jeszcze inaczej, znacznie prościej. Wszystkie e-książki, które miałem w EPUB, za jednym zamachem przekonwertowałem do MOBI. Co więcej, teraz szukając e-booka w księgarni, kieruję się zasadą – kupuję tylko MOBI, EPUB – nigdy. Nie chodzi tylko o to, że ten format nie jest zgodny z Kindle. Książki EPUB początkowo były udostępniane tylko z zabezpieczeniem DRM. Jestem z zasady przeciwnikiem tego rozwiązania, bo uważam, że jest opresyjne wobec uczciwego klienta. Zamiast tego wolę MOBI z zabezpieczeniami Watermark (WM).

Pisałem o tym w tej notce:
Kupujesz e-booki? To kupuj bez DRM!

Od napisania tego tekstu sporo się na rynku zmieniło. Wydawcy zrozumieli, że DRM nie jest najlepszym pomysłem na zabezpieczenie praw autorskich, przestali się też uporczywie trzymać EPUB. Teraz szanujące siebie i klienta e-księgarnie na ogół udostępniają swoje nowości w dwóch formatach do wyboru EPUB i MOBI. Oczywiście DRM ustępuje tu miejsca przyjaznemu WM. Dlatego też po wygłoszeniu deklaracji „Nigdy nie kupię e-booka z DRM” nie skazałem się na czytelniczą biedę. Wydawcy posłuchali głosów, takich jak mój i za to im serdecznie dziękuję. Co więcej, mimo że w rodzinie mam jeszcze drugi czytnik, który czyta EPUB, to i tak kupowane są dla niego książki MOBI WM. Dla zasady.

No dobrze, więc mam to swoje fajne MOBI i co dalej? Początkowo przerzucałem e-booki przez kabel USB do czytnika, podpinając go w trybie pamięci masowej. Później jednak w pełni zacząłem korzystać z wysyłki na mój adres w domenie @kindle.com. Dlaczego tak? Ponieważ e-książki umieszczane są w chmurze Amazona. Dzięki niej i usłudze synchronizacji Whispersync nie tylko dokonywana jest konwersja, ale także moje e-booki trzymane są na serwerze Amazona i mogę je łatwo zaimportować do Kindla przez WiFi. Co więcej, Whispersync ma jeszcze jedną genialną funkcję – synchronizacja obejmuje także miejsce, w którym skończyłem czytać dany tytuł. Czyli po przerwanej lekturze książki w Kindle 4, mogą ją kontynuować od tego samego miejsca, gdy uruchomię aplikację Kindle w iPadzie lub smartfonie z Androidem. Nie zdarza mi się to bardzo często, ale czasami, gdy chcę trochę poczytać w nocy bez lampki, bardzo się to przydaje.

Wykorzystanie adresu @kindle.com ma jeszcze inne ciekawe zastosowania. Na przykład kilka razu zdarzyło mi się taka sytuacja: jedna z księgarni promocyjnie udostępnia jakiś e-book za darmo. Pobieram go na swój smartfon z Androidem i wysyłam od razu przez Gmaila do Amazona. Po chwili książka jest już w chmurze i mogę ją pobrać do Kindle’a przez WiFi, korzystając z funkcji routera w tym samym smartfonie. Pozornie jest to zagmatwane, ale w praktyce to tylko kilka kliknięć, trzy minuty czekania i już nowy e-book ląduje w moim czytniku. Wszystko bez używania komputera, Calibre i kabla USB. Z tej możliwości korzystam także wtedy, gdy pobieram jakąś e-książkę na nie swoim komputerze – w pracy, u kolegi czy gdziekolwiek indziej, gdzie mogę skorzystać z przeglądarki.

Co ważne, wysyłkę do chmury Amazona coraz częściej oferują polskie księgarnie. Na przykład Virtualo pozwala przesłać książkę tuż po zakupie do Amazona, bez konieczności pobierania pliku na dysk komputera. Również przydaje się to w przypadku serwisów takich jak Clip.me, który dzięki wtyczce Send to Kindle dla przeglądarki Chrome (i innych) pozwala błyskawicznie przeformatować i wysłać do Kindla ciekawy artykuł umieszczony na stronach WWW. Podobnie działa polski serwis eGazeciarz, gdzie możemy zasubskrybować wybrane serwisy przez RSS.

Po początkowej fascynacji tymi możliwościami czytnika Amazonu przyszło jednak otrzeźwienie – w Kindlu błyskawicznie robił się śmietnik z setek nieprzeczytanych tekstów, które i tak atrakcyjniej prezentują się na ekranie tabletu. Dlatego też sporadycznie tylko korzystam z Clip.me, a przeczytane artykuły usuwam. W Kindlu czytam więc głównie książki.

Podobny mechanizm subskrypcji jest dostępny także w księgarni Amazona. Można tam zaprenumerować gazety i magazyny w formacie cyfrowym (lub kupić pojedyncze wydania), w tym kilka polskich, np. Politykę. Tu jednak są te same problemy, które sygnalizowałem wyżej – kolorowe magazyny lepiej czyta się na tablecie (ale można to robić w aplikacji Kindle), a do tego robi się bałagan w biblioteczce, bo nagle okazuje się, że obok ponadczasowych e-książek nazbierała się „sterta starych gazet”. Dla wielu użytkowników nie ma to jednak znaczenia i np. tygodnik Polityka uzbierał już pewne grono stałych prenumeratorów na Kindlu.

Inny problem występuje z plikami PDF. Są one obsługiwane przez Kindla, ale w sposób raczej niezadowalający. Wbudowana przeglądarka PDF pozwala na zoomowanie dokumentów na kilku poziomach, a także ustawienie kontrastu, ale nie przełamuje tekstu, i nie formatuje linijki do szerokości ekranu. Trzeba więc przesuwać PDF-a w prawo i lewo, by go w ogóle przeczytać. To oczywiście nie ma sensu. Najlepiej i w tym przypadku skorzystać z e-mailowej konwersji Amazona. Jeżeli wyślemy załącznik PDF na swój adres @kindle.com z tematem „Convert” po chwili w chmurze pojawi się plik AZW gotowy do pobrania na urządzenie.

Kindle na co dzień

Kiedy już e-książka znalazła się w Kindlu, nie pozostaje nic, tylko czytać. Dzięki pamięci wewnętrznej 2 GB (realnie dostępne dla użytkownika dostępne jest 1,25 GB) można zgromadzić kolekcję do 1400 książek (wg producenta), co od razu uwidacznia podstawową, dość oczywistą zaletę Kindla, jak i każdego innego czytnika. Wyjeżdżając na kawację w tym roku, zabrałem ze sobą ważące 170 gramów, płaskie urządzenie zamiast sporej sterty książek, jak to było rok wcześniej. Kindla pakuję do swojego bagażu zawsze, gdy gdzieś wyjeżdżam, zwłaszcza na weekendowe wypady. Nie za każdym razem z niego korzystam, ale mając go pod ręką, mam swobodę wyboru.

Czytanie na ekranie E Ink szybko pozwala zapomnieć, że mamy do czynienia z urządzeniem elektronicznym, a więc można zatopić się w lekturze. O taki komfort trudno, gdy używa się tabletu – bo tablet jest ciężki, bo ekran z podświetleniem męczy po jakimś czasie wzrok, bo ciągle coś mnie rozprasza (przychodzące e-maile, powiadomienia z komunikatorów, z FB czy aplikacji itd).

Menu Kindla jest bardzo proste. Główna strona czytnika składa się z listy poszczególnych tytułów, bez żadnych ikonek i innych ozdobników. Jeżeli e-książek jest tak dużo, że użytkownik zaczyna się w nich gubić, można stworzyć kolekcje, czyli katalogi tematyczne wedle własnego uznania.

Nawigując po ustawieniach czytnika, nie znajdziemy wielu zaawansowanych funkcji. Do menu Settings wystarczy zajrzeć raz na początku, a później można o nim zapomnieć. Jedyna opcja personalizacji to zmiana wielkości lub typu czcionki, osiągalna po naciśnięciu klawisza menu z poziomu otwartej książki, a także rozmiar spacji między wierszami i gęstość liter w jednej linii. Jeżeli komuś nie odpowiadają kroje domyślnych czcionek Kindla, trzeba sięgnąć po dodatkowe oprogramowania, np. Calibre z wtyczką Kindle Collections.

Czytnik Amazona obsługuje tylko kilka domyślnych języków (angielski, niemiecki, hiszpański, francuski, włoski i portugalski). Po zrobieniu jailbreaka można także dodać język polski, jednak od ostatniej aktualizacji firmware tłumaczenie to ma pewne wady.

Jailbreak i spolszczenie Kindle 4

Dzięki procesorowi Freescale i.MX508 800 MHz, który znajdziemy w Kinlde 4, nawigowanie po menu i przewijanie stron w e-książkach jest bardzo szybkie. Miałem już w ręku czytniki, które strasznie mulą, a przeglądanie własnej biblioteki wymaga sporej cierpliwości. W Kindle 4 nic takiego nie ma. Jedyne co może przeszkadzać, to odświeżanie się ekranu co 6 przewiniętych stron. Wyświetlacz na chwilę staje się całkiem czarny, co czyści drobinki e-atramentu, które mogły pozostać jeszcze z wcześniejszych partii tekstu.

Dość specyficznie w Kindlu przedstawiana jest numeracja stron. Domyślnie zrezygnowano tutaj z papierowego przelicznika wg liczby kartek, bo przecież w wersji elektronicznej liczbę stron określa wielkość dobranej czcionki. Jeżeli ktoś zwiększy sobie jej rozmiar, zwiększy mu się także liczba stron. Dlatego też w Kindlu używane jest pojęcie lokacji, niezmienne od wielkości czcionki, czemu towarzyszy także stan procentowy. Niestety jest to mało intuicyjne – np. informacja o przeczytaniu 41% książki i lokacji 2067 z 5005 nie daje nam wyobrażenia, które ma porównanie z papierową książką. Tradycyjna numeracja stron jest co prawda dostępna w niektórych dokumentach, np. po zastosowaniu odpowiedniej konwersji przez Calibre, jednak po konwersji przez e-mail się nie pojawia.

Czytając e-booka, można przemieszczać się po stronach skacząc do konkretnych lokacji, ale też przydatne jest stosowanie zakładek. Po dodaniu, bookmarki dostępne są z osobnego menu wraz z fragmentem tekstu, co pozwala szybciej wyszukać interesujące nas miejsce w książce.

W trakcie lektury czytelnik może także robić notatki (przydatne np. w podręcznikach czy pracach naukowych), a także zaznaczać ulubione fragmenty. Wszystkie te treści dostępne są z poziomu otwartego e-booka, ale też zapisywane zbiorczo w osobnym pliku tekstowym My Clippings. Po podłączeniu czytnika do komputera plik ten jest łatwo dostępny w katalogu z dokumentami – można go skopiować i wykorzystać w wersji elektronicznej lub np. wydrukować.

Świetną funkcją jest moduł słownikowy, który docenią osoby czytające książki w obcych językach. Jeżeli podczas czytania najedziemy kursorem na jakiś wyraz, posługując się d-padem, to zostanie wyświetlona definicja tego słowa. Pod warunkiem, że będzie załadowany odpowiedni słownik. Domyślnie otrzymujemy kilka słowników dla oficjalnych języków Kindle, ale można też pobrać dodatkowe słowniki. Bez problemu znajdziemy je w internecie, np. dobry słownik angielsko-polski BuMato (www.bumato.pl).

Internet i dostęp do sklepu Amazon

Po wybraniu z menu funkcji „Experimental” ujrzymy nic innego jak… przeglądarkę internetową. Korzystając ze złącza WiFi można nawigować po stronach WWW, w tym także zajrzeć na Facebooka czy do Gmaila. Mimo betowego statusu przeglądarka nie jest bardzo słaba – niekiedy dość dobrze radzi sobie ze stronami – jednak brak ekranu dotykowego bardzo utrudnia korzystanie z tej funkcji. Na pewno Kidnle nie zastąpi w tej funkcji żadnego tabletu.

Dostęp on-line może się przydać do czegoś innego – uzyskujemy bezpośredni dostęp do księgarni Amazon. To kolejna wielka zaleta Kindla i całego ekosystemu amerykańskiego potentata. Jeżeli użytkownikowi zabraknie ciekawej lektury, może on z poziomu czytnika wyszukać coś w zasobach Amazona i kupić to jednym kliknięciem (wcześniej trzeba odpowiednio skonfigurować konto i kartę kredytową). Przed transakcją można także pobrać darmową próbkę, by zorientować się, czy książka jest warta swej ceny. Zarówno próbka i jak zakupiona książka pojawiają się automatycznie na ekranie Home. Tak łatwy dostęp do e-księgarni Amazona docenią osoby czytające w obcych językach, zwłaszcza po angielsku. Polskie książki są tam unikatami dodanymi podstępem, drogą nie w pełni legalną. Wyjątek stanowią nieliczne polskie gazety i czasopisma.

Podsumowanie

Nie czyta EPUB, słabo radzi sobie z PDF-ami, nie zaskakuje nadmiarem dodatkowych funkcji… – czy taki czytnik w epoce tabletów i urządzeń uniwersalnych ma sens? Zdecydowanie tak, osobiście nie wyobrażam sobie innego czytnika niż Kindle. Być może teraz zastanawiałbym się jednak nad wersję Touch, być może kupię nową wersję Kindle’a (piątej generacji), ale na pewno pozostanę przy Amazonie. Nie każdemu można polecić Kindla, zwłaszcza 4 Classic. To dobre narzędzie do czytania e-książek kupowanych w formacie MOBI lub pobieranych bezpośrednio z księgarni Amazona. To również świetne ułatwienie dla tych, którzy czytują w Internecie dłuższe artykuły i chcą mieć je na stałe w swoim e-redarze (lub krótsze – bo mogą to być przecież… przepisy kulinarne). To także inny sposób na przeglądanie aktualności RSS z Internetu. Zastosowania te łączy wspólny mianownik – ważny jest tekst, tylko tekst, za to obrazy i dźwięk są nieistotne. Jako czytnik tekstowy Kindle sprawdza się świetnie – dzięki swej prostocie, dobrej jakości wykonania, szybkości działania i dodatkowym usługom Amazona, zwłaszcza synchronizacji Whispersync. Te podstawowe cechy Kindla pozostają niezmienne niezależnie od wersji urządzenia i nie wątpię, że w przyszłych generacjach czytników nic się tu nie zmieni.

Kindle 4 Classic nie spodoba się za to tym, którzy oczekują po czytniku funkcji multimedialnych, znanych z tabletów – a więc odtwarzania audiobooków, MP3, przeglądarki zdjęć itd. Nie za bardzo przyda się także jako narzędzie do przeglądania rozbudowanych dokumentów z elementami graficznymi jak projekty architektoniczne czy wykresy. Te funkcje będą lepiej realizować tablety, chociaż część z nich znajdziemy też w e-czytnikach innych marek.

GD Star Rating
a WordPress rating system


  • Grzesiek

    Małe sprostowanie, synchronizacja między kindle a apką kindle na androida działa. Sprawdzone kindle classic i sgs2.

    • Mieszko Zagańczyk

      Faktycznie, działa. Nie wiem dlaczego, wcześniej mi nie synchronizowało – zawsze było 0%. Już poprawiam tekst.

  • Juicy360

    rozważałem kindla, ale polecam nook simple touch, bo obsługuje najpopularniejszy format .epub którego kindle nie obsługuje. kosztuje tylko 100$ i to bez reklam. bez zbędnego badziewia, same książki..

    • Mieszko Zagańczyk

      Ja też brałem pod uwagę Nooka, ale początkowo się zraziłem, że nie sprzedają go do Polski. Później, gdy uznałem że kupno na Allegro też wchodzi w grę, już się za bardzo nakręciłem na Kindla. :)

  • mi

    Kindle obsługuje JPG i inne, trzeba je tylko spakować do .zip!

    • Mieszko Zagańczyk

      Dzięki, uzupełniłem.

  • http://akreader.com AKReader

    Ciekawa recenzja. Według mnie Classic (mimo, iż tańszy) jest lepszy od Toucha – lżejszy, poręczniejszy i jakoś lepiej leży w dłoni. Ostatnio przetłumaczyłam instrukcję do Kindle 4 Classic na język polski, gdyby ktoś był zainteresowany, to proszę się częstować (format MOBI) – http://bit.ly/Qfta9N

    • Mieszko Zagańczyk

      Poczęstowałem się instrukcją, zawsze może się przydać, jak nie dla mnie, to dla kogoś :-) Dzięki.

  • bartolinio

    a ja mam do Was, zorientowanych w temacie czytników książek, takie trochę może i nietypowe pytanie/prośbę o radę:
    jestem w tym zielony, wolę smartfony :), moja mama czyta bardzo dużo książek (papierowych rzecz jasna, różnego rodzaju), i tak sobie myślę, że fajnie by było jakby się przerzuciła na czytnik, chciałbym jej coś zaproponować, ale nie wiem co, myślałem o kindle, ale jest trochę za drogi :( możecie zaproponować coś tańszego? coś co będzie jak najbardziej banalne w obsłudze i bezproblemowe w używaniu/kupowaniu/kopiowaniu książek (mama Geek’iem nie jest, wręcz przeciwnie)

    • http://akreader.com AKReader

      A jaki mniej więcej budżet przewidujesz? Wtedy będzie łatwiej coś wskazać.

    • chrisswiss

      bodajże w połowie września będzie dostępny kindle za 69 $ ;)

    • Mieszko Zagańczyk

      Ale to właśnie Kindle Classic jest jednym z prostszych i jednak wciąż relatywnie tanich. Zwłaszcza po premierze nowej generacji Kindle 5. Zmieniły się też ceny. Najprostszy model Classic, która w nowym wcieleniu zmienił kolor obudowy na czarny i chyba nic więcej, kosztuje z reklamami 69 USD, bez reklam 89 USD. Czyli niecałe 300 zł. Z przesyłką i podatkiem wyjdzie więcej. Opisywany Kindle 4 kosztuje teraz w wysyłce międzynarodowej również 89 USD, łączny koszt do Polski 135 USD, czyli ok 445 zł.

      Trudno znaleźć czytnik z E Ink, który kosztowałby o wiele mniej. Tańsze są czytniki z LCD, ale tego nie warto kupować, bo to tablety udające czytniki. Mają typowe wady LCD.

      Kindle Classic jest banalnie prosty i każdy sobie z nim poradzi. Inne czytniki nierzadko mają bardziej rozbudowane menu, bo więcej funkcji, więc nie muszą być intuicyjne.

      Jedyny problem w tym przypadku to ograniczenie obsługiwanych formatów plików. Trzeba kupować książki w MOBI, a unikać EPUB. Nie dla każdego jest to do zaakceptowania i nie każdemu można polecać taki wariant.

    • bartolinio

      fajnie byłoby się zmieścić w 350zł, nie wiem czy dałbym radę przeforsować 400zł :)

    • bartolinio

      a ten nowy Paperwhite za 69$ będzie pewnie z reklamami nie? jak myślicie jak będzie z jego dostępnością w Polsce?

      • Mieszko Zagańczyk

        Paperwhite kosztuje w wersji bez 3G i bez reklam 139 USD, więc gdy ruszy wysyłka do PL (nie wiem kiedy), to cena sięgnie pewnie ok. 160-170 USD, czyli około lub wręcz ponad 500 zł.

  • chrisswiss

    wpis idealnie w czas – w tym momencie jest prezentacja nowego Kindla a.k.a ‚Kindle Paperwhite’ i chyba będę wymieniał niedługo mojego Toucha… np. 8 tygodni pracy przy cały czas włączonym podświetleniem :) + wyświetlacz który jest już naprawdę prawie biały i niesamowity kontrast

    • Mieszko Zagańczyk

      Prawda jest taka, że trochę zaspałem z tą recenzją (miała być już daaawno), więc to był ostatni dzwonek :-)

      Paperwhite bardzo mi się podoba, chyba się na niego zaczaję :)

  • 7

    Co do reklam to kompletnie one w niczym nie przeszkadzają, zresztą wyglądają całkiem ładnie. Przedtem raz je usunąłem, ale po ostatniej aktualizacji oprogramowania wróciły i już nie chce mi się z tym bawić.
    No właśnie – ta ostatnia aktualizacja mnie zdenerwowała, bo usunęli mi z menu wyłącznik WiFi i teraz trzeba opuścić książkę domkiem, wejść w ustawienia i dopiero można wyłączyć internet. Bardzo to głupie z ich strony.
    Generalnie byłem mocno zdziwiony, kiedy pewnego dnia po trzech tygodniach nieużywania biorę Kindla do ręki, a tam reklama. :) No ale to nic, grunt że spolszczenie i moja czcionka zostały na swoim miejscu.

  • Krzysztof Rozengarten

    Dotąd zapatrzony w produkty Apple, iPada w szczególności, nie brałem pod uwagę czytników książek z kategorii tu przedstawionej. Po opublikowaniu tego wpisu pojawił się u mnie pewien objaw zainteresowania urządzeniami Kindle. Pisząc ten komentarz jesteśmy już po premierze nowych urządzeń marki, zaś niniejszy wpis sprowokował mnie do poważnych przemyśleń nad zakupem któregoś z nich. Co więcej, jestem pewny, że nie będę żałował wydanych pieniędzy. Na marginesie: Wzgórza Toskanii, to zacna pozycja :-)

    • Mieszko Zagańczyk

      Witam Kolegę :-) O nowych Kindlach szykuję notkę, więc jak miną emocję związane z premierą nowego iP, zapraszam na bloga :-) W każdym razie opisywany tu Kindle 4 w wersji podstawowej niewiele różni się od jego wersji 5, więc recenzja wciąż jest w 95% aktualna.
      A te książki z Toskanią w tytule to było specjalne wyposażenie na wakacje tamże ;-)

      • Krzysztof Rozengarten

        Bloga śledzę już od jakiegoś czasu, a o nowych wpisach informuje mnie czytnik RSS :-) Co do Toskanii, to zwróciłem uwagę ponieważ sam jestem wielkim miłośnikiem tamtych rejonów, kuchni i całego klimatu :-)

  • Paulina

    Witam! Czym dokładniej jest ta ‚chmura’ Amazonu? Dziś przyszedł mój ( jeszcze świeżutki ;)) Kindle 5 Classic i cóż, potrzebuję zmienić PDFy na MOBI .Wcześniej, czytając artykuł, przeoczyłam info o nieporęczności tego formatu, co zaowocowało tym,że większość pozycji mam właśnie w formacie PDF. Z góry dziękuję :).

    • http://bezprzyciskow.pl Mieszko Zagańczyk

      Pliki PDF lepiej by było konwertować za pomocą programu Calibre, bo wtedy wyjdą ładniej :-)

      Ale można też przez chmurę Amazona i usługę Whispersync.

      1. Żeby z tego skorzystać, trzeba się zalogować na stronie Amazon.com i znaleźć tam opcję „Manage Your Kindle”, a następnie „Manage Your Devices”.

      2. Jeżeli czytnik jest zarejestrowany do konta Amazon, w sekcji „Registered Kindles” pojawi się jego opis i przypisany do niego (i całego konta głównego) adres e-mail w domenie Kindle.com. Na ten adres będą wysyłane e-booki do konwersji.

      3. Najpierw trzeba jednak przejść do sekcji „Personal Document Settings”, gdzie na dole jest lista „Approved Personal Document E-mail List”. Należy kliknąć „Add a new approved e-mail address” i wpisać tam swój adres, z którego będę wysyłane e-booki do konwersji. Ja mam tam adres @gmail.com

      Później wystarczy stworzyć nowego e-maila z adresu podanego w punkcie 3), dodać e-booki do konwersji, jako odbiorcę wpisać adres e-mail z punktu 2), a w przypadku PDF w temacie trzeba koniecznie podać temat „convert”. Bez convert plik PDF zostanie wysłany bez zmiany formatu.

      Po kilku minutach w czytniku pojawi się przekonwertowany e-book (musi być włączone WiFi).

      Więcej tu:
      http://www.amazon.com/gp/help/customer/display.html?nodeId=200375630

      • Paulina

        Dzięki wielkie za pomoc . Aczkolwiek chyba faktycznie łatwiej ściągnąć calibre ;). Ostatnie pytanko :D Chyba nic się nie stanie jeżeli pościągam książki do urządzenia przed zarejestrowaniem? Czy to ma w ogóle jakieś znaczenie dla Kindle?

        • http://bezprzyciskow.pl Mieszko Zagańczyk

          Ta procedura e-mailowa jest banalnie prosta, tylko konfiguracja wymaga poświęcenia paru minut. Ale później tylko się wysyła e-maile bez patrzenia – ja mam w kontaktach zapisany adres „kindle”, wybieram go, dodaje załączniki, wysyłam i gotowe. Szybciej to trwa niż uruchamianie Calibre :)

          Zarejestrować czytnik chyba i tak trzeba przy starcie? Sam już nie pamiętam :-)

          W każdym razie można powrzucać mu e-booki przez USB i nie ma to żadnego wpływu na nic.

  • Paulina

    Tak, na starcie i dlatego pytam- tu gdzie jestem nie mam dostępu do ‚nieohasłowanego’ wi fi. Dziękuje bardzo za pomoc.


Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie lub rozpowszechnianie jakichkolwiek materiałów bez zgody właścicieli jest całkowicie zabronione. Materiały te ograniczone są prawami autorskimi oraz innymi prawami i nie mogą być powielane i rozprowadzane w żadnej formie.