
Strony: 1 2
Płaski, lekki, zwraca na siebie uwagę. Jeżeli spróbujemy sobie wyobrazić tablet idealny, to Galaxy Tab 10.1 swoim wyglądem będzie wyznaczał poziom, do którego powinni równać inni. Gdy jednak weźmiemy pod uwagę funkcjonalność i niezawodność, kwestia pozostanie nierozstrzygnięta. Sztandarowy tablet Samsunga jest dość daleki od ideału i sporo można mu zarzucić.
W ciągu ostatnich lat Samsung wypracował sobie na rynku smartfonów tak mocną pozycję, że siłą rzeczy postrzegany jest jako równie mocny gracz na wschodzącym rynku tabletów. Pierwszy Galaxy Tab z ekranem 7 cali zebrał bardzo dobre opinie. Później przyszedł czas „dwurdzeniowców”. Już premierowa wersja Galaxy Taba 10.1, jaka została pokazana na Mobile World Congress 2011, wzbudziła duże zainteresowanie branży i potencjalnych użytkowników, jednak ponad miesiąc później, na targach CTIA, Samsung pokazał udoskonaloną, ostateczną wersję tabletu. Lżejszą, bardziej płaską, z białą, lakierowaną obudową. Stało się jasne, że na scenę wszedł potencjalny pogromca iPadów i być może numer jeden wśród tabletów z Androidem. Czy tak jest w rzeczywistości?

Obudowa
Opisując Galaxy Taba 10.1, Samsung użył dwóch porównań – grubość tabletu, wynosząca 8,6 mm, to mniej niż ołówek, a waga 565 g to tyle, co kubek z kawą. O ile co do kubka można się zgodzić, to już przemawiający do wyobraźni ołówek stanowi sporą przesadę. Te 8,6 mm to raczej gruby długopis. Nie zmienia to faktu, że Galaxy Tab 10.1 jest faktycznie bardzo płaski jak na tablet, co ma znaczenie nie tylko wizualne, ale i praktyczne. Takie urządzenie można wszędzie zmieścić, wygodnie się z niego korzysta, gdy leży płasko na stole, a przeglądanie stron internetowych przypomina lekturę kolorowego magazynu. Na dłuższe podróże warto jednak zaopatrzyć się w etui – w zestawie nic takiego nie ma, a płaska obudowa w trudnych warunkach może łatwo ulec zniszczeniu.
Z tabletu możemy korzystać w każdej orientacji, ponieważ do jego obsługi nie są potrzebne przyciski fizyczne. Wyjątek stanowią wyłącznik oraz regulacja głośności. Te dwa elementy są umieszczone w górze z lewej strony (w orientacji poziomej), niestety – zbyt blisko siebie. Bardzo często zdarzało się podczas testów, że zamiast ściszyć głos, wygaszałem ekran – przyciski są płaskie i niezbyt wyczuwalne.

W górnej części obudowy, na metalizowanej ramce okalającej krawędzie Taba 10.1, znajdziemy ponadto wyjście audio jack 3,5 mm oraz gniazdko karty SIM (w wersji tabletu z 3G). Po bokach umieszczono dwa głośniki stereo, a w samym dole – szerokie złącze uniwersalne. A gdzie USB, gdzie HDMI? Wszystko jest, ale trzeba posłużyć się specjalnym kablem. Kabel z końcówką USB znajdziemy w zestawie, służy on jednocześnie do ładowania tabletu. Zabrakło kabla HDMI, jednak wśród dodatkowych akcesoriów do Taba 10.1 można również znaleźć przejściówki – pełne USB w trybie host i właśnie HDMI. Szkoda, że producent nie dostarczył w zestawie przynajmniej tego połączenia z HD TV.
Tył Galaxy Taba 10.1 to jednolita pokrywa z lakierowanego plastiku w kolorze białym. Jej powierzchnia ulega lekkim obtarciom i porysowaniom, jednak dzięki bieli w ogóle tego nie widać, podobnie jak odcisków palców. Dzięki temu tył tabletu zawsze wygląda jak nowy.

Uważne oględziny obudowy prowadzą do jeszcze jednego odkrycia – braku czytnika kart pamięci. Tu również trzeba – w razie potrzeby – posłużyć się oddzielnym adapterem. W takim przypadku nie da się jednak korzystać z karty jako stałego rozszerzenia głównej pamięci.
Tak skromny zestaw portów i rozszerzeń jest powszechnie uważany za wadę Galaxy Taba 10.1. Trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza gdy dotyczy to kart pamięci. Wewnętrzne 16 GB nie każdemu wystarczy. Galaxy Tab 10.1 prezentuje się niezwykle ładnie, ale z punktu widzenia funkcjonalności jest zbyt ascetyczny.

Ekran
Samsung zastosował w Tabie ekran o przekątnej, jakżeby inaczej, 10,1 cala oraz rozdzielczości 1280 x 800 (WXGA), co jest już standardem wśród „dziesiątek” z Androidem. Wykorzystana matryca to TFT-LCD. Ekran odznacza się dobrą kolorystyką, wysokim kontrastem i jasnością. Rewelacyjnie wypadają także kąty widzenia – w każdym położeniu kształty i kolory wyglądają tak samo dobrze. Niezła jest czułość ekranu. Jakaś wada? Tak, na zewnętrznej powłoce ekranu zostają wyraźne odciski palców. Już po 5 min używania tabletu trzeba sięgnąć po ściereczkę. Ponadto lśniąca powierzchnia stwarza problemy w pełnym słońcu – odbijające się światło sprawia, że kompletnie nic nie widać.

Wyposażenie i wydajność
Dwurdzeniowy procesor NVIDIA Tegra 2 o taktowaniu 1 GHz z układem grafiki GeForce wspieranym przez 1 GB pamięci RAM – takie parametry w przypadku smartfonów gwarantują niezłą pracę na co dzień i świetną wydajność w grach. Czy ta reguła ma przełożenie na tablety? W przypadku Galaxy Tab 10.1 tak jest, ale nie do końca. Nie można mieć zastrzeżeń do gier, zwłaszcza optymalizowanych dla Tegra 2. Problem zaczyna się w nieco bardziej banalnych zastosowaniach – podczas przewijania interfejsu czy w przeglądarce internetowej. Wtedy po prostu tablet, mówiąc dosadnie, muli! Czasami są kilkusekundowe przerwy, widać klatkowanie animacji menu. Gdzie ten super procesor, gdzie ta cała pamięć? Trudno powiedzieć, czy to spowolnienie to efekt niedopracowania oprogramowania Samsunga (czyli rzecz do naprawienia w kolejnych aktualizacjach), czy wina samego systemu Android, czy też może – kres wydajności układu firmy NVIDIA.
Z 1 GB pamięci RAM na potrzeby systemu zostaje nieco mniej – 724 MB. Z tego około 300–320 MB jest zajmowane przez system i procesy działające w tle, mamy więc trochę ponad 400 MB na aplikacje uruchamiane przez użytkownika. To sporo, jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zarządzanie pamięcią w Androidzie 3.x jest słabsze niż w wersji smartfonowej.

System i aplikacje
Android Honeycomb 3.1, który steruje pracą Taba 10.1, to system dobrze znany z innych tabletów. W swej czystej postaci zapewnia dobrą wydajność, ale nieco słabiej wygląda jego ergonomia i wygoda obsługi. Ten mankament częściowo został naprawiony przez własny interfejs Samsunga – TouchWiz UX. Jest to dość luźne nawiązanie do tego, co znamy z Galaxy S II, jednak znacznie okrojone. Rozszerzenie producenta to zestaw kilku widżetów, odmieniona kolorystyka menu ustawień oraz ruchoma belka z menu szybkiego dostępu do najważniejszych narzędzi. Wśród nich warto wymienić menedżer zadań, który pozwala zamknąć niechciane aplikacje. To przydatna rzecz, ponieważ zdarza się, że niektóre programy powodują spowolnienie pracy systemu. Na przykład występuje efekt klatkowania podczas rozwijania głównego menu, również przesuwanie pulpitów nie zawsze jest płynne. Po ubiciu niechcianych procesów jest już znacznie lepiej. Zdarzają się jednak inne przestoje – czasami aplikacje zawieszają się, a ekran przez kilkanaście sekund nie reaguje na wirtualne przyciski „wstecz” ani „home”.




Poza standardowym zestawem aplikacji Androida Galaxy Tab 10.1 został wyposażony w kilka programów znanych ze smartfonów Samsunga. Jest więc SocialHub w wersji Premium, integrujący serwisy społecznościowe, którego uzupełnieniem jest ładny i duży widżet na pulpit. Aplikacja daje nam wygodny dostęp do Facebooka, jednak niektóre treści może wyświetlić tylko za pomocą przeglądarki internetowej, a do tego ma problemy z odświeżaniem nowości.
Inne aplikacje, dodane przez Samsunga, to czytnik e-booków (przypominający trochę Aldiko Reader), menedżer plików (podobny do tego z Galaxy S II), dwa notatniki (jeden do pisania tylko za pomocą klawiatury, drugi do pisania i rysowania ręcznie), Music Hub, czyli też znana ze smartfonów aplikacja dająca dostęp do sklepu muzycznego 7digital. Do tego w menu znajdziemy zmodyfikowane przez Samsunga: książkę kontaktów, zintegrowaną z Social Hub oraz klienta e-mail z własnym widżetem i obsługą Microsoft Exchange ActiveSync. Zabrakło jednak zapowiadanego przez producenta Readers Huba, który powinien dawać dostęp do elektronicznej prasy z całego świata.
Pracę z dokumentami biurowymi ułatwia „obowiązkowy” już Polaris Office. Aplikacja jest bardzo ładna, pełna ciekawych funkcji, ale ma tę samą wadę, co wersja ze smartfonów – zniekształcone, nierówne polskie znaki. Wygląda to nieciekawie.
Interesującym dodatkiem jest program Pulse, który pozwala w efektowny sposób zarządzać swoimi ulubionymi kanałami RSS. Aktualności są prezentowane wraz ze zdjęciami, co na dużym ekranie wygląda zachwycająco. Można także ustawić widżet na pulpit. Co prawda aplikacja Pulse jest dostępna bezpłatnie w Markecie, ale nowi użytkownicy tabletu mogą jej nie znać – miło więc, że od razu została preinstalowana w Galaxy Tabie 10.1.





Strony: 1 2

10 października 2011

Kategoria:
Tagi: 


ciekawe jak przy tym wypadłby Asus Transformer
Jednak dotąd nie dane mi było dłużej pobawić się Asusem, za to Jacek go ma. Może coś napisze, odnosząc się do tej recenzji?
no właśnie zauważyłem, że Jacek go ma, czytając „moj pierwszy raz z honeycombem”, nie ukrywam, że fajnie by było przeczytać jak one wypadają w porównaniu ze sobą, bo przymierzam się do transformera (ewentualnie poczekam na jego kolejną wersję, która zbliża się dość szybko)
Ktoś mnie wołał?
Jeśli chodzi o gniazda, to Asus ma tutaj przewagę w postaci złącza mini HDMI. Poza tym nie ma normalnego microUSB, a też producencki port, przez który można połączyć się z komputerem tylko przy użyciu specjalnego kabla. Akurat to zapożyczenie od Apple mogli sobie podarować… Jednak po podłączeniu do komputera tablet nie ładuje się – tylko przy zasilaniu sieciowym można go naładować. Jeśli chodzi o tylny panel – nie trzeba się martwić o zarysowania – jest plastyk o ciekawej fakturze, przez co pewnie leży w rękach. Niestety, mocniejszy ścisk i zgrzyt, i pisk. Coś tam nie pasuje. TF101 ma ekran IPS i bardzo dobrą jasność, ale nie mogę go porównać z galaxiakiem niestey. O nvidii i optymalizacji już trochę mówiliśmy z Mieszkiem – tylko do gier, i tu jest tak samo. Podstawowa wada? Klawiatura. Owszem, ma porty USB, które dobrze działają w trybie hosta (rozpoznają dysk zewn. 2,5″ i aparat cyfrowy bez problemu). Ale spacja potrafi doprowadzić do szaleństwa, a już nie mówię o lokalizacji prawego shifta. Jeżeli chciałbyś podłączyć zamiast niej klawiaturę Bluetooth – możesz to zrobić, ale nie da się na niej pisać… Za jakiś czas powinna pojawić się pełna recenzja, ale jak masz pytania to pisz
właśnie transformer jest moim głównym faworytem (i chyba obecnie jedynym) głównie przez tą klawiaturę (stację dokującą), to jest dla mnie idealne rozwiązanie, czegoś takiego potrzebuję, ale po waszych tekstach zaczynam się o to bać, bo jak piszecie klawiatura nie jest idealna (ma poważne wady budowy (spacja, shift)), dodatkowo martwi mnie dość mała bateria w samym tablecie, tylko 3300mAh przy 7000mAh w GalaxyTab…
najgorsze jest to, że nie mam gdzie sprawdzić tego osobiście, dotknąć, przymierzyć, wszędzie gdzie szukałem nie mają, jest tylko na zamówienie :/ a nie chcę kupić kota w worku…
poczekam chyba aż pojawi się druga wersja transformera, licząc oczywiście na poprawę tych kilku wad
dzisiaj będzie moja recenzja/opinia o asusie i sam zobaczysz czy warto.
aha jeszcze jedno
chłopaki, nie widzę tego tutaj, więc jak możecie, to dodajcie jeszcze RSS dla komentarzy w poszczególnych wpisach, to bardzo przydatna funkcjonalność (Mieszko wie o co chodzi, było takie coś w jego poprzednim blog’u)
Na pewno da się zrobić, chociaż tam to miałem po prostu gotowe w szablonie
liczę na to
nie mówiąc już o wygodzie
teraz by śledzić komentarze do każdego z interesujących mnie wpisów, muszę mieć każdy wpis otwarty w kartach i odświeżać co jakiś czas :/ zapiernicza mi to masę RAMu z kompa
hehe widzę, że dodaliście RSS do komentarzy, niestety akurat takie rozwiązanie jest do niczego, bo to wyciąga wszystkie komentarze ze wszystkich notek/artykułów, mi chodziło raczej o możliwość subskrypcji komentarzy do poszczególnych (czyt. wybranych) wpisów/notek/artykułów
Dla komentarzy z wybranych wpisów masz pod ikoną na pasku adresów. Jeszcze kombinuje, jak i gdzie to ładnie dołożyć w formie przycisku.
No dobra, chyba działa – patrz niżej
działa teraz idealnie
dzięki
ups kurcze nie tu dałem odpowiedź :/
niestety nie mam jak tego zmienić